Archive for Grudzień 2007

h1

I przychodzą same z siebie.

Grudzień 24, 2007

Jak stoisz na wrocławskim rynku – przynajmniej tak Ci się wydaje – i widzisz, że kilka osób kopie do siebie piłkę o średnicy 6 cm, to się nie przyłączysz? Nie widziałam przeszkód. Byłam tam w granatowej, plisowanej spódniczce i „grałam”. Piłeczka odbijała się od budynków, krążąc po obszarze całego rynku. Było ciepło.

Ktoś nas zauważył [o dziwo ;) ] i to wszystko okazało się być mistrzostwami Europy, które wygrała „moja” drużyna [okazało się, że jestem jej kapitanem]. Dostaliśmy nawet medale i jakiś świstek, na którym napisano, że wszystko organizowane było przez katedrę immunologii…

W tym momencie akcja przeniosła się do dużego domu [prawdopodobnie] na przedmieściach, gdzie było pełno ludzi. Byliśmy na balkonie. Siedziałam na boku, rozmawiając z kuzynem i kątem oka widziałam jakiegoś pana w sutannie ganiającego za dziewczynami w krótkich spódniczkach. Dowiedziałam sie, że dzięki tym gonitwom „wszystko da się załatwić”. Wolałam nie wnikać w szczegóły ;).

Weszłam do środka budynku, wzięłam prysznic w ogromnej [!] łazience. Zniesiono mnie na dół, gdzie pod schodami szukałam kartek świątecznych z USA. Do budynku weszła wtedy koleżanka z liceum, oświadczając, że przyjechała z Olsztyna [choć studiuje we Wrocławiu], ale jej niewątpliwą zaletą było to, że przyniosła pizzę ;)

Sen właściwie był nieco bardziej rozbudowany, ale z różnych względów wolę niektóre fragmenty pominąć.

Dwie noce później… Wracaliśmy do mieszkania po zajęciach, ale wstąpiliśmy jeszcze do dużego sklepu. Coś na kształt supermarketu – wszystko i nic.  W tym przypadku trudno jest mi przypomnieć sobie konkretne wydarzenia, ale w pamięci pozostało wrażenie świetnej zabawy ;) Zupełnie jak po wieczorze nauki – jakkolwiek by to nie zabrzmiało. ;)

h1

Jest super, jest super…

Grudzień 19, 2007

Tylko trochę szkoda.

Był dzień jak co dzień. Gdy w pewnym momencie kot zaczął mi tłumaczyć, że zostanie władcą świata. Po angielsku. Nie wiem, dlaczego nie chciał słuchać moich argumentów… Że nie może się porywać na takie rzeczy, że przecież jest moim kotem… Ale nie, syczał i z położonymi uszami powtarzał „I shall be the Emperor!”

Zażądał zablokowania pewnej autostrady we Włoszech, bo w innym wypadku będzie musiał zmusić swoich ludzi [czyt. właścicieli jego podwładnych kotów] do zrobienia czegoś złego. Autostrada ta, którą pokazywał mi na jakimś modelu 3D na komputerze, była dość nietypowa… Bo w przypadku zablokowania ruchu drogowego na pasach, które były niżej, samoloty na pasach wyższych startowały szybciej.

Niestety, musiałam posłuchać, co zaowocowało tym, że kotek wysłał swoje koty do Włoch. Zorganizował desant. Oglądałam transmisję na żywo, jak inne koty skakały ze spadochronami… Nie wszystkim udało się wylądować bezpiecznie, ale większość dotarła do celu. W tym momencie nastąpiła zmiana scenerii i okazało się, że jestem w tym kraju i staram się zniweczyć kocie plany. Byłam na terenie jakiegoś gospodarstwa [?], gdzie rozlokowano w różnych miejscach ładunki wybuchowe, które zostały rozbrojone dzięki mnie i osobom mi towarzyszącym.

Zatem plan mojego kota nie został zrealizowany i kicur nie przejął kontroli nad światem. Jak już do niego wróciłam, to – szczerze mówiąc – gryzło mnie poczucie winy, że kotek nie może spełnić swoich… marzeń. Było mi go naprawdę żal, ale jakoś się pogodził z tym, że jest znowu tylko moim kotem.

Zapewne po prostu przełożył swoje plany na później. ;)