Archive for Styczeń 2007

h1

Hej hej hej

Styczeń 29, 2007

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Mówiła, że będzie jasne. Egzamin do przodu, matematyka do przodu. A ta radość… Nikt by się nie spodziewał aż takiego szczęścia chyba. Inna sprawa, że nie miało prawa być inaczej. Wszystko albo nic, a „nic” nikomu by nie podeszło, prawda? Przynajmniej nikomu rozsądnemu. Bo czemu „pocieszna, poczciwa dziewuszka” nie miałaby mieć powodów do radości?

Zaczyna się odliczanie do szóstego lutego. Wtedy nadejdzie ten dzień, kiedy fuks [znowu] będzie decydował. On zawsze ma głos najwyższej wagi. Przynajmniej w jej przypadku.

Dziewczyna usiądzie na swoim szczęśliwym miejscu w sali K, ze szczęśliwym kotkiem na szyi i szczęśliwym długopisem w ręce, wiszącym nad szczęśliwym blokiem listowym…

A propos bloku. Służy już tylko do pisania kolokwiów, a pomyśleć, że kupiony został w zupełnie innym celu. Zupełnie innym…

Czasy się zmieniają. Ale jedno jest pewne. Koty tracą futro. Włosy są wszędzie. Na chlebie, w chlebie, wśród notatek, na klawiaturze, w wannie, na stole, na ciuchach, na poduszce, w telefonie (!). Wszędzie. Kiedy to się skończy, na bogów? Pyta, a wie, że to dopiero się zaczęło…

Reklamy
h1

Wzruszenie ramion

Styczeń 25, 2007

Zbiera się. Jutro wszystko będzie już jasne. Oczywiste i jednoznaczne. Choć, „wszystko” to za duże słowo. Lepiej jest powiedzieć „wiele spraw stanie się zrozumiała” i oczywiście jedyną rzeczą do zrobienia będzie przyjęcie tego do wiadomości. Wierzy, że będzie dobrze.

Najbardziej zabawne wydaje się to, że nie uczy się dziś. Spała, sprzątała trochę [straszliwie tam czysto teraz] i przede wszystkim – czytała. Tak, po raz pierwszy od dobrych kilku miesięcy czytała dla przyjemności. Lektura nieskomplikowana i miejscami niosąca masę śmiechu. „Wieszać każdy może”, czyli kolejna porcja przygód naszego ulubionego wiejskiego egzorcysty. Tylko czemu on musi polować na owczarki niemieckie? Na Niemców? W porządku, ale pieskom należy dać spokój. Szczególnie takim. Przeczytała sto stron w godzinę chyba, więc dla głupiej rozrywki warto.

Łazi Ci coś takiego i zrzędzi. „Nie pisz tyle, nie pisz… Po co… Potem ja to muszę czytać.” Nikt Ci nie każe. I sprzed komputera przegania! Toż to szczyt arogancji, bezczelności, zła i zepsucia, o rozpuście nie wspominając.

Kwestia przyzwyczajenia, tak po prawdzie.

Come on little honey
[…]
Come on little honey and dance with me.

h1

Hah

Styczeń 23, 2007

Duma z niej bije na kilometr. Samiec zaliczył podstawy astronomii na czwórę z plusem. Cóż z tego, że ona sama prawie nic zwyczajnie nie umie na jutrzejszą matematykę? Będzie dobrze. Oby, cholera jasna. Póki co – czeka ją upojny wieczór z całkami i równaniami różniczkowymi.

A nastrój nijaki panuje. Zupełnie nie ma się czym pochwalić. Radość strzeliła sobie urlop, a smutkowi się nie chce gnębić. W każdym razie gdzieś ten boski entuzjazm ucieka, a trzeba go zatrzymać, bo jest bardzo potrzebny. Do tych wszystkich zaliczeń, kolokwiów i egzaminów, oczywiście. Pierwszy już za dwa dni. Cały problem polega na tym, że to samo nie da rady zawrócić, a samemu raczej trudno to zatrzymać. Tak, to była sugestia.

Warto przynajmniej spróbować zarazić się tym, co płynie z podskoków tych tancerzy/tancerek. Nic innego jej nie pozostaje raczej, bo na nic poza słuchaniem przy okazji nie ma czasu.

Wygląda też na to, że w tym momencie może być tylko… Chociaż nie, mogłoby być gorzej. Nie da się ukryć.

h1

Jejku

Styczeń 17, 2007

Znowu, znowu, znowu… Wróciła zadowolona z siebie. To zaczyna wyglądać nieco dziwnie. W myśl zasady, że niemal do wszystkiego można przywyknąć, wydaje jej się, że i z tym jakoś będzie żył jej towarzysz. Jeśli w ogóle to zauważy, bo przecież jemu nie chce się czytać.

Przykra sprawa dotrzeć tu wreszcie i zorientować się, że jednak nie ma w domu nawet jednej mandarynki. Będzie musiała wysłać kogoś gdzieś… Kiedyś. Bo przecież małe pomarańczowe szczęście jest potrzebne, póki jest dostępne, bo jak skończy się sezon, to nie będzie już miała tak fajnie…

Za to dziś ugotowała ryż i przygotowała resztę, w sam raz, by on zaraz po powrocie mógł wszystko dokończyć. Później będzie się chwalił, jaki to on fajny, bo gotuje. Cóż, życie – stwierdziłaby ze złośliwym uśmiechem. Oczywiście nie aż tak złym, w końcu to nic poważnego.

Przyszedł do pokoju, by zawołać ją na obiad, a laptop już po kilku sekundach stał samotnie na sosnowym stole w pokoju o jasnobrzoskwiniowych ścianach.

h1

Ach ach ach

Styczeń 16, 2007

Wpada – inaczej niż zwykle – roześmiana do mieszkania. Kto by jej się dziwił… Przebiera się szybko, jak zawsze pochłania kilka sporych mandarynek i jest prawie zdolna do życia. Jeszcze niewielka dawka dość głośnej muzyki, na początku w miarę spokojnie, w końcu to tylko soundtrack z musicalu. Jedynego, jaki zobaczyła tak naprawdę. Także w tej kwestii nie ma czego żałować. Chociaż dźwięk był rozjechany, a jakość obrazu – powiedzmy- dostateczna. Od momentu jak go zobaczyła, wiedziała, że to jest coś, co trzeba zobaczyć na żywo. Wtedy dopiero musi budzić dreszcze.

Prawdą jest, że wkrótce postraszy sąsiada, który zapewne chciałby odespać nockę, czymś zupełnie innym. Hej, ale trzeba czasem poznać trochę dźwięków prosto ze Skandynawii. Już za chwilę kolega pozna, co to jest Finntroll. Jej zdaniem warto, jemu podobać się nie musi, co stwierdzone zostaje z zupełnie niewinnymi błyskami w jej niebieskich oczach.

To okropne. Ale zawsze łatwiej jej idzie nauka, gdy ma za sobą jakiś sukces, gdy coś jej wyjdzie. Wtedy zwyczajnie czuć, że warto. Choćby dla tej radości, która potrafi zagłuszyć nawet niechęć do kogoś, czy uczucie zimna w chłodnym parku. Może brzmi to wzniośle i nieodpowiednio, ale – cudowne uczucie. Jak wiesz, że wygrałaś.

Więc? Wróciła do domu i postanowiła wreszcie podzielić się swoim snem. Szkoda tylko, że jest tutaj praktycznie sama i nie ma komu tego opowiedzieć… Po coś tą sieć mamy, nie da się ukryć. Usiadła, by zacząć od razu.

Dwa dość, a nawet bardzo mocno powiązane wątki, jednak przemieszane w czasie. Trzeba je ułożyć logicznie, co też czyni.

Jest w jakimś teatrze, na scenie. Przynajmniej takie to sprawia wrażenie… Pomieszczenie może być zarówno wielką salą, w każdym razie większość ścian ginie w mroku, sufit także nie jest widoczny. Kolacja? Na pewno wieczór, kilka osób znajduje się w pokoju, jest ciepło. Niestety, dziewczyna – swoją drogą nie do końca jest pewna po przebudzeniu, czy to w ogóle była ona – nie zdąży przyjrzeć się tym ludziom, bo do domu wpadają jacyś obcy, krzycząc, że potrzebna jest pomoc, bo ich krewna rodzi. Żądają konia, by można było odnaleźć kogoś, kto zdoła jej pomóc, ale także zabierają stół, na którego nogach wyrzeźbiono końskie głowy. Pewnie to jakiś przesąd w tych stronach, ale przybijają go blatem do drewnianej ściany. Wychodzą. Tutaj następuje krótka przerwa, po której dziewczyna ni stąd ni z owąd znajduje się na ciemnej ulicy, wchodzi w jakieś blokowisko. Okropnie wieje, wszystkie okna toną w ciemności. Nie trzeba chyba mówić, że dziewczyna się boi. Słyszała plotki o stworach kręcących się w tej okolicy, dlatego przyspiesza kroku i niedługo później jest już w sklepiku kobiety, która najwyraźniej jest jej babcią. Krótkie powitanie, rozmowa. Kategoryczna odmowa powrotu do domu – nigdzie się nie wybiera, na zewnątrz jest absolutnie zbyt nieprzyjemnie. Widzi przez szybę jak w jednym oknie w którymś z budynków zaświecone zostaje światło, o parapet przednimi łapami opiera się doberman, po owym parapecie spaceruje rattlerek. Straszny huk, mały piesek ucieka, duży chwilę później, ktoś zatrzaskuje okiennice… Do witryny sklepowej nagle dobijają się jakieś kobiety, dziewczyna szybko zamyka drzwi… W niewyjaśniony sposób jednak jedna z nich znajduje się już w środku. Jest jedną z trzynastu sióstr kobiety, która rodzi. Potrzebują pomocy, jedzenia – tylko czemu tak dużo… Na dworze czai się coś złego, obce kobiety stawiają dziwne świece w oknie. Czternaście sztuk. Na każdej z nich widnieje jakaś litera, dziewczyna ma czas, by odczytać tylko kilka z nich układających się w słowo ‚fear’. Nie ukrywa, że wie, co to znaczy. Zaczyna się obawiać tego, co tu może się wydarzyć. Jednak Najstarsza z sióstr wciska jej w dłoń książkę, dość cienką. O czternastu czarownicach. Każda z nich ma mieć jakąś specjalną właściwość, dar, być może przekleństwo. Opis pierwszej, Najstarszej, mówi, że kobieta ma opiekować się wszystkimi mężczyznami o imieniu Mike, czy też kobietami, które się z kimś o tym imieniu związały? Pewne jest jedno – każdą z nich zranił, bądź zrani.

W tej chwili sen się urywa, bo dziewczynę ktoś budzi. A tak bardzo chciała przeczytać o nich wszystkich…

h1

Duma. Bez uprzedzeń.

Styczeń 12, 2007

Nie można powiedzieć, że się nie cieszę. Powoli, powoli brnę do celu. Pracuję. Chociaż, może to zbyt duże słowo? A może powinnam powiedzieć, że robię zbyt wiele? Nie, nigdy nie robi się za dużo. Zawsze można załatwić jedną, czy dwie sprawy więcej, tylko pytanie brzmi, czy się przy okazji ktoś nie zamęczy. W końcu po co ryć do czwartej nad ranem, skoro później człowiek jest tak nieprzytomny, że nic z tego wysiłku nie ma? Strata czasu jak nic. Dlatego tak nie robię.

Szkoda tylko, że bredzę, jakby coś po mnie przejechało.

Ale chemia zaliczona. I póki co, to właśnie się liczy.

I’ve got two tickets to paradise,
Won’t you pack your bags, we’ll leave tonight[…]

h1

Chwila na zaczerpnięcie oddechu

Styczeń 9, 2007

I płyniemy dalej. Coraz szybciej i szybciej, mając mniej czasu na kolejne wdechy. Najważniejsze to wiedzieć, gdzie płyniesz i po co to robisz. Bez tej świadomości nie chciałoby się oddychać albo zwyczajnie odwróciłoby się na plecy i dryfowało, gdzie popadnie. Zupełnie jak ja kiedyś… Ocknęłam się na środku jeziora z niezbyt przyzwoitym przekonaniem, czy poradzę sobie i dopłynę z powrotem do brzegu. A zorientowałam się tylko dzięki temu, że usłyszałam „Młoda! Co Ty robisz?!”. Dobrze jest mieć kuzyna, który krzyknie kiedy trzeba.

Za to Kasia zaczyna swoją wycieczkę po kołach zaliczeniowych i egzaminach. Przyszły tydzień będzie paskudny, muszę powiedzieć. A każdy następny będzie coraz bardziej przerażający. Skłonności do paniki zawsze się mnie trzymały. Tak, wiem, że to źle.

Dziś przede mną: axilla, hoarseness, loin, urticaria, rzężenia grubańkowe i wiele, wiele innych… Oby był to miły początek.