Archive for Luty 2007

h1

Żesz jasna cholera!

Luty 24, 2007

Osiemnastoletni łodzianin oblał w Sieradzu egzamin na prawo jazdy, bo – jak twierdzi – nie chciał zabić psa, który wybiegł na jezdnię

Według relacji adepta, gwałtownie skręcił on w lewo, żeby ominąć zwierzę. Wtedy egzaminator kazał mu się zatrzymać, wytknął przekroczenie ciągłej linii i powiedział, że trzeba było przejechać psa – pisze „Dziennik Łódzki”.

Przeczytałam to i zamarłam. Dosłownie. Pełna informacja w serwisie Interia.pl

Wiem, należy podchodzić do tego ze sporą rezerwą. W końcu chłopakowi przypomniało się to dopiero teraz, jakby nie mógł od razu lecieć z tym gdziekolwiek, bo… Jeśli słowa egzaminowanego kłamstwem nie są, to winien mieć zaliczony egzamin, a egzaminator powinien oberwać. Jakoś. Gdzie szacunek do innego stworzenia? Gdzie troska o jego życie? Jak rzuciłam matką o szybę, bo przed samą maskę wyskoczył mi bażant [samiec, oczywście *wznosi spojrzenie ku powale* ], to nie miała nic przeciwko. Ba, cieszyła się, że nie skrzywdziłam biedactwa.

Ludzie, którzy dbają tylko o swoją dupę, ew. o ‚uczestników ruchu’, nie powinni mieć prawa jazdy. Bo sarna, pies, kot et cetera zasługują tak samo na uwagę na drodze. A nawet szczególnie, bo przestraszone mogą zrobić coś bardzo nierozsądnego.

Dziwi mnie nieco fakt, że wsłuchuję się w muzykę z Hair. Będzie trzeba to zobaczyć, koniecznie.

h1

Westchnienia

Luty 19, 2007

Cieszyłaś się, to teraz cierp. – mogłabym usłyszeć. Szkoda, że to trwało tak krótko… Wielka szkoda. Przecież było tak miło, spokojnie, przyjemnie. Same superlatywy.

Wszystko co miłe szybko się kończy, tak? Cholera, coś w tym jest. Ale owe coś jest tak po prawdzie niewielkie. W końcu wiele spraw i czas ich trwania zależą w dużej mierze od nas samych.

Niestety, ferie podpadają pod wspomniane przysłowie.  Dlatego pracuj, Młoda, pracuj, bo przecież czas najwyższy się zabrać do tego. A lenistwo walczy jak lew, by wziąć górę. Przegra, kurde.

h1

Taaak…

Luty 8, 2007

Czego chcieć jeszcze?

Witaj, drugi semestrze.

*pełen satysfakcji uśmiech* [Nawet nie czujesz, kiedy rymujesz…]

h1

Dzięk… Dzięk. Dzięk-uję.

Luty 7, 2007

W końcu to z siebie wykrztusiłam. Najgorszy był początek. To okropne zorientować się, że jąkanie wraca. Zupełnie jak przed maturą. Jeśliby brać pod uwagę też tą nieznośną bezsenność utrzymującą się od kilku dni [tygodnia?], możnaby autentycznie zacząć się martwić i krzyknąć „Dziewczyno, panuj nad sobą, bo to nie da Ci niczego dobrego.” Staram się jak mogę, przecież nikt nie lubi się jąkać, a Kasia kocha spać… Więc wydaje mi się, że jeśli będzie fajnie, to i te dziwne objawy ustąpią.

Właśnie. Najpierw musi być fajnie, a to już nie leży w moich rękach.

Wizyta w ZOO zimą? Czemu nie. Tylko dlaczego większość uwagi pochłania głaskanie wałęsających się po terenie kotków?

Kici

Zainteresowane pieszczotami są jeno, gdy zwiedzających jest mniej niż pracowników ogrodu, bowiem latem nie pozwoliły mi się tknąć. Małe, futrzane sługuski zagłady…

h1

To już miesiąc. Prawie.

Luty 2, 2007

Zatem zanim człowiek zabierze się za dalszą część ukochanych neuromediatorów i ich przyjaciół, mógłby ruszyć odwłok i czymś się pochwalić. Czasem warto. Czym?

Tym, co wszyscy, a od czego zaczął Magiel. Przynajmniej wśród swoich. Nie kryję, że nie sądziłam, że google jest w stanie komukolwiek mnie podsunąć. Niewiele było takich przypadków, ale jednak – wystąpiły. Nie ma sensu dzielenia ich na jakiekolwiek kategorie, bo… Zresztą każdy zrozumie.

nic tu nie ma – cóż, jak kto woli. Niektórzy w Googlu szukają konkretów, inni wolą znaleźć nic. Oto i nic się objawia Waszym i moim oczom. To właśnie ja (uśmiecha się szeroko).

zmywanie ścian – sama musiałam się tym zająć, jednak zaufałam intuicji i zdrapałam dziadostwo nożem. Polecam serdecznie tą metodę, gdyby ktoś znowu jej tu szukał. Inna sprawa, że google nie myśli, więc nie jest w stanie zrozumieć, że jednak wcześniej takich porad tu nie było. Cudzysłów fajna sprawa, choć odebrałby mi w tym przypadu masę radochy.

bez uprzedzeń – czemu to przywodzi mi na myśl nieprzyzwoite rzeczy? Tutaj o takie będzie naprawdę bardzo ciężko.

rattlerek – bosko. Co ja jestem? Audi? Nigdy nie będę miała takiego psa, bo… Bo nie i już. Dajcie spokój moim snom, wiem, że są dziwne.

Na sam koniec coś, co mnie zwyczajnie rozbiło.

pierwsze starcie kroka – słucham? Że jak? I dlaczego, na bogów, do mnie z tym? To jakieś anime? (Wcale nie jestem złośliwa, przecież nie potrafię).

Kolejnym, jakże pasjonującym i pełnym nieoczekiwanych zwrotów akcji, zagadnieniem, które zajmie mi trochę czasu będzie toniczna aktywność wegetatywnego układu nerwowego. Drżę, nie mogąc się doczekać.