Archive for the ‘studia’ Category

h1

KDELI, ew. coś mniej wzniosłego

Sierpień 19, 2011

Byłam w dużej sali, na jakimś zamku? Tak to przynajmniej wyglądało. Stałam obok stołu, przy którym siedziała kobieta, która najwyraźniej była moją siostrą. Wiedziałam, że rządzi tym miejscem i całym królestwem, a jej mąż nie żyje. Warunki były dość surowe, generalnie bez przepychu.
Na salę wchodzi postawny mężczyzna z brodą, w późnym wieku średnim i urywa wcześniej opisanej kobiecie głowę, a resztę jej ciała gwałci. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie jestem w stanie zareagować. Jak kończy, dołącza do niego jego – najwyraźniej – małżonka, w niebieskiej sukni, z wielką fryzurą złożoną z dredów ułożonych na kształt czegoś w rodzaju koka, ale naprawdę dużego [40 – 50 cm?] (w momencie jak to piszę, to kojarzy mi się to trochę z królową zergów z SC2).
Moja osoba się w sumie nie liczy, ale należy mnie pozostawić przy życiu ze względów dyplomatycznych i oczywiście trzeba też mnie jakoś upokorzyć i pokazać, kto tu teraz rządzi. Okazuje się, że świetnym sposobem na to jest wyrwanie języka siostry i spreparowanie go w taki sposób, że muszę go trzymać w ustach na tej zasadzie, że od tego momentu każde moje słowo (wymuszone przez nich) jest równoważne z jej opinią. Na początku strasznie seplenię, co sprawia im radość, ale przyzwyczajam się po jakimś czasie. (generalnie chora sprawa, wiem. I nie, nic nie gnije.)

Agresorzy rządzą sobie na moich ziemiach, stawiam bierny opór, ale naprawdę niewiele jestem w stanie zdziałać. Robię, co się tylko da. I w zasadzie tylko wokół tego sen się kręci. To znaczy – sceneria, czyli jakieś zamczysko, dużo kamiennych posadzek, draperie; do tego służba, która mnie zna i szanuje, czuć od nich zarówno poparcie jak i zrozumienie bezsilności; no i te nieszczęsne umiejscowienie kogoś, kto jako jedyny wśród osób o jakimkolwiek znaczeniu potrafi kierować się zdrową moralnością i – nazwijmy to dziko – honorem.

Przyznaję, że sen na pewno wiąże się z tym, że niedawno obejrzałam Grę o Tron. I cieszę się, że się zebrałam, żeby go opisac, bo kilka mi ostatnio umknęło z czystego lenistwa i niechęci do pisania (jak już człowiek napisze tę pracę magisterką, to później ma wstręt do słowa pisanego własnego autorstwa :P Przynajmniej ja mam.).

Reklamy
h1

To już.

Lipiec 3, 2007

To naprawdę już…

Miałam masę snów. Snów, które warte były opisania. Jednak wszystkie ustąpiły miejsca w mojej pamięci tym przeklętym bakteriom. Szkoda trochę, jakby na to nie patrzeć… Został tylko jeden, choć właściwie nie jest szczególny.

W dzień podania wyników z poprawki śniłam o tym, że nie zaliczyłam. Obudziłam się pogodzona z tym faktem i tak naprawdę nie było tak źle, choć na szczęście uświadomiłam sobie „Kretynko, przecież nie masz jeszcze wyników!”. Zasnęłam z ulgą i niegasnącą nadzieją, która to ponoć umiera ostatnia. Chwilę później śniłam o tym, że dostałam czwórkę, obudziłam się z myślą, że to nie lada wyczyn mieć taką ocenę z egzaminu i jaka to ja fajna nie jestem. Oczywiście, po chwili doszło do mnie, że nadal nie mam wyników. Ogólnie więc rzecz biorąc wyszłam na zero w tych swoich sennych rozważaniach.

A teraz? Teraz należy przypomnieć, jaka jest Kasia. Otóż Kasia jest jak Kłapouchy, ponieważ:

Bardzo dostojnie i spokojnie, z czterema łapami w powietrzu wypływał Kłapouchy spod mostu.
– To Kłapouchy! – zawołało Maleństwo, straszliwie przejęte.
– Czy aby na pewno? – powiedział Kłapouchy, który właśnie wpadł w mały wir i, obróciwszy się w kółko trzy razy, dodał: – I ja mam takie wrażenie.
– Nie wiedziałem, że też grasz w Misie-patysie – zdziwiło się Maleństwo.
– Bo nie gram – powiedział Kłapouchy.
– Kłapouchy! – zawołał Królik – Co ty robisz?
– Co robię! Zgadnij, Króliku: może kopię dołki w ziemi? Chyba nie. Może skaczę z gałązki na gałązkę młodego dębczaka? I to nie. Więc może czekam na kogoś, kto mi pomoże wydostać się z rzeczki? O, to właśnie. Dajcie tylko Królikowi trochę czasu do namysłu, a on zawsze zgadnie.

h1

Różności.

Maj 8, 2007

Zawody sportowe zrobione z taką pompą, że człowiek ma wrażenie, że to olimpiada. A wszystko na podwórku dawnej podstawówki! Nowym elementem była bieżnia, na którą uciekłam przed tym czymś, co mnie goniło. Miałam zamiar wmieszać się w zawodników, ale nie dość, że specjalnie sportowo nie wyglądałam, to jeszcze zawodników nie było, choć sędziowie z wielkim napięciem przyglądali się rzeczonej bieżni. Widownia także, cholera wie po co.

Przechodząc na drugie boisko, lądowało się w hali, gdzie na zwyczajnych, białych materacach ludzie grali w tenisa. W tym moje dwie znajome z czasów przedszkolnych. Najbliższa koleżanka i najgorszy wróg ;) Tylko dlaczego wróg wygrał?

Na jednym z nich pojawia się inny znajomy, co dziwne… Rzucam nim o ścianę i wychodzę. A dalsza część nie nadaje się do przekazania…

Sesja za pasem. Przerażenie wzrasta z każdą chwilą, biorąc pod uwagę to, że podobno wszelkie drugie podejścia mają być ew. realizowane we wrześniu. Jeny, żeby tylko udało się wszystko za pierwszym razem…

„Wytrwajmy jeszcze te kilka chwil…”

h1

Westchnienia

Luty 19, 2007

Cieszyłaś się, to teraz cierp. – mogłabym usłyszeć. Szkoda, że to trwało tak krótko… Wielka szkoda. Przecież było tak miło, spokojnie, przyjemnie. Same superlatywy.

Wszystko co miłe szybko się kończy, tak? Cholera, coś w tym jest. Ale owe coś jest tak po prawdzie niewielkie. W końcu wiele spraw i czas ich trwania zależą w dużej mierze od nas samych.

Niestety, ferie podpadają pod wspomniane przysłowie.  Dlatego pracuj, Młoda, pracuj, bo przecież czas najwyższy się zabrać do tego. A lenistwo walczy jak lew, by wziąć górę. Przegra, kurde.

h1

Taaak…

Luty 8, 2007

Czego chcieć jeszcze?

Witaj, drugi semestrze.

*pełen satysfakcji uśmiech* [Nawet nie czujesz, kiedy rymujesz…]

h1

To już miesiąc. Prawie.

Luty 2, 2007

Zatem zanim człowiek zabierze się za dalszą część ukochanych neuromediatorów i ich przyjaciół, mógłby ruszyć odwłok i czymś się pochwalić. Czasem warto. Czym?

Tym, co wszyscy, a od czego zaczął Magiel. Przynajmniej wśród swoich. Nie kryję, że nie sądziłam, że google jest w stanie komukolwiek mnie podsunąć. Niewiele było takich przypadków, ale jednak – wystąpiły. Nie ma sensu dzielenia ich na jakiekolwiek kategorie, bo… Zresztą każdy zrozumie.

nic tu nie ma – cóż, jak kto woli. Niektórzy w Googlu szukają konkretów, inni wolą znaleźć nic. Oto i nic się objawia Waszym i moim oczom. To właśnie ja (uśmiecha się szeroko).

zmywanie ścian – sama musiałam się tym zająć, jednak zaufałam intuicji i zdrapałam dziadostwo nożem. Polecam serdecznie tą metodę, gdyby ktoś znowu jej tu szukał. Inna sprawa, że google nie myśli, więc nie jest w stanie zrozumieć, że jednak wcześniej takich porad tu nie było. Cudzysłów fajna sprawa, choć odebrałby mi w tym przypadu masę radochy.

bez uprzedzeń – czemu to przywodzi mi na myśl nieprzyzwoite rzeczy? Tutaj o takie będzie naprawdę bardzo ciężko.

rattlerek – bosko. Co ja jestem? Audi? Nigdy nie będę miała takiego psa, bo… Bo nie i już. Dajcie spokój moim snom, wiem, że są dziwne.

Na sam koniec coś, co mnie zwyczajnie rozbiło.

pierwsze starcie kroka – słucham? Że jak? I dlaczego, na bogów, do mnie z tym? To jakieś anime? (Wcale nie jestem złośliwa, przecież nie potrafię).

Kolejnym, jakże pasjonującym i pełnym nieoczekiwanych zwrotów akcji, zagadnieniem, które zajmie mi trochę czasu będzie toniczna aktywność wegetatywnego układu nerwowego. Drżę, nie mogąc się doczekać.

h1

Hej hej hej

Styczeń 29, 2007

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Mówiła, że będzie jasne. Egzamin do przodu, matematyka do przodu. A ta radość… Nikt by się nie spodziewał aż takiego szczęścia chyba. Inna sprawa, że nie miało prawa być inaczej. Wszystko albo nic, a „nic” nikomu by nie podeszło, prawda? Przynajmniej nikomu rozsądnemu. Bo czemu „pocieszna, poczciwa dziewuszka” nie miałaby mieć powodów do radości?

Zaczyna się odliczanie do szóstego lutego. Wtedy nadejdzie ten dzień, kiedy fuks [znowu] będzie decydował. On zawsze ma głos najwyższej wagi. Przynajmniej w jej przypadku.

Dziewczyna usiądzie na swoim szczęśliwym miejscu w sali K, ze szczęśliwym kotkiem na szyi i szczęśliwym długopisem w ręce, wiszącym nad szczęśliwym blokiem listowym…

A propos bloku. Służy już tylko do pisania kolokwiów, a pomyśleć, że kupiony został w zupełnie innym celu. Zupełnie innym…

Czasy się zmieniają. Ale jedno jest pewne. Koty tracą futro. Włosy są wszędzie. Na chlebie, w chlebie, wśród notatek, na klawiaturze, w wannie, na stole, na ciuchach, na poduszce, w telefonie (!). Wszędzie. Kiedy to się skończy, na bogów? Pyta, a wie, że to dopiero się zaczęło…