Archive for Lipiec 2007

h1

Już wiem…

Lipiec 30, 2007

Już wszystko rozumiem.

Moja matka ma wcale nie gorsze sny niż ja. Dziś na przykład opowiadała, jak we śnie coś sprawiło, że należało przeżywać dni od tyłu do przodu, tj. zaczynając od wieczora i kończąc na poranku. Wszystko odwrotnie… Nie wdawała się w szczegóły, tylko stwierdziła, że wtedy to było – rzecz jasna – logiczne i oczywiste, że tak trzeba żyć.

Sądzę, że to musi być rodzinne w takim razie ;)

__________________________

I powiem raz jeszcze, a Ty będziesz wiedziała, że to do Ciebie: Wszystkiego najlepszego! :)

__________________________

Much to your displeasure, here there is no treasure!

Reklamy
h1

I wtedy…

Lipiec 25, 2007

Schodziłam ze schodów w Studium Języków Obcych, gdy okazało się, że w mojej przegródce w skrzynce na listy czekają na mnie dwie przesyłki. [oczywiście, w rzeczywistości żadnej skrzynki tam nie ma] W jednej spoczywał mini-aparat cyfrowy [niebieski], druga zaś była rozerwaną kopertą, w której znajdował się list miłosny napisany zdecydowanie niewprawną ręką, podpisany imieniem i nazwiskiem, które widziałam po raz pierwszy, a także opatrzone zdjęciem osoby, której róznież nigdy wcześniej nie widziałam [co zabawne, jest to jedna z nielicznych twarzy, które – prawdopodobnie – stworzyła moja podświadomość (choć równie dobrze mogłam go widzieć kiedyś na ulicy) i którą dobrze pamietam]. Przyglądałm się im idąc w stronę przystanku autobusowego i na szczęście spotkałam koleżankę z podstawówki/gimnazjum, z którą po krótkiej konsultacji wywnioskowałam, że owe przesyłki to prowokacja i zwyczajny żart zarazem, a nawet ustaliłyśmy kto to zrobił. Czego łatwo się domyslić – wszystko wylądowało w koszu. Ruszyłyśmy więc do pewnego centrum handlowego w celu zakupienia prezentu urodzinowego, gdzie czekała na nas niemiła niespodzianka – jeszcze wszystko było zamknięte, swoje więc odczekałyśmy.

Dotarłyśmy do sklepu z pierdołami etnicznymi, gdzie ona zamierzała coś kupic. Jednak to mnie zaczepił sprzedawca, pytając, czy nie zechcemy wziąć udziału w konkursie, bo mają zbyt mało chętnych i potrzeba im kogoś do ‚drużyny niebieskich’. Dołączył do nas jakiś jej kolega, otrzymaliśmy mapę [a nawet trzy*], gdzie pokazany był teren, którego mieliśmy bronić lub który mieliśmy zdobyć. Coś jak „capture the flag”, tylko należało obronić/zdobyć jakieś zwierzątko z wielkimi oczyma o nazwie… woobang? [Wyglądał trochę jak wiewiórka] Po mapie zaś skakał sobie miniaturowy Muminek.

* – jedna była na łagodnie pagórkowatym terenie, inna pod wodą, a trzecią zabrała nam przeciwna drużyna ;)

Moi towarzysze bardzo przykładali się do swego zadania, opracowali jakąś taktykę, a ja siedziałam znudzona gdzieś obok. Aż w końcu ten sam sprzedawca poprosił mnie o stwierdzenie, co czyni maskę afrykańską maską afrykańską. Podałam trzy cechy: kolorystyka, uproszczony styl i… kij wie, co jeszcze.

Niestety, nie doszło do samego konkursu, choć inną konkurencją miało być skakanie po scenie właśnie w takiej masce i w czarnej koszulce z wymalowanymi na niej jaszczurkami, a nagrodę miały stanowić darmowe zakupy w tym sklepie. Czuję, że wiele nie straciłam ;)

Później akcja przeniosła się do mojego domu, jednak nie pamiętam jej za dobrze. A szkoda…

h1

A Google trzyma nad nami pieczę.

Lipiec 24, 2007

Kolejna porcja haseł z Google’a będzie się cechowała innym podziałem na grupy, zaś inną cenną informacją niech będzie fakt, że są to pozycje wybrane spośród naprawdę wielu…

1. Nieklasyfikowalne ;) lub potencjalnie nieklasyfikowalne ;)
– sieradz prawo jazdy najlepszy instruktor [ciekawe, czy się znalazł…]
– samiec powały [niestety, nie potrafię tego skomentować ;) ]
– szóstego lutego [wpisane w bodajże kwietniu. Proponuję zajrzeć na Wikipedię]
– hej,hej dziewuszka [niech ktoś jeszcze tupnie…]
– lampy naftowe rysowane przez dzieci [tu ich pełno, lampa lampę lampą popycha]
– lesne ostepy [tam te lampy siedzą]

A także kilka innych w stylu „snu, snu”, czy „hej, hej”, a także „dzięk”.

2. Nieprzyzwoite [?] lub potencjalnie nieprzyzwoite
– Zła dziewczyna w dobrych ciuchach
– sama w sieci blog
– dziewczyna przebiera sie
– ach ach^^

3. Praktyczne [?]
– złe zmywania zmywarki
– jakie farby do zmywania
– opisy na gg dla kogos nie kochanego

I sztandarowe już “zmywanie ścian”, “do czego pasuje pomarańczowy”, “pomarańczowe ściany”.

4. ‚Matrymonialne’
– mloda/kobieta/kobiety/kasia/ona/tancerka/kobietki prywatnie
– prywatnie z widoczną twarzą

Okropne to.

5. Zoologiczne
– KOT MI MI MI , [tralalala… ;)]
– jak opiekować się bernardyn?
– co robić gdy chomik się nieda się go [wyjąć z klatki? nalezałoby zaczekać aż Cię polubi ;) ]
– co się dzieje gdy kot je tylko ziemię [omg…]
– tygrys bengalski w domu [to na pewno nie jest najlepszy pomysł :P ]
– pieski które nie rosną -małe,białe [pieski nie rosną, a ziemia jest płaska]
– co zrobić gdy zbliża się do nas rekin [eeee… jeden z najlepszych tekstów dzisiaj]
– patrzysz widzisz kota [patrzę i widzę… jak najbardziej kota]
– uciekł chomik jak szukać [skutecznie!]
– mole boja sie kotów [czasem im się nie dziwię]

Zdarzają się też przykre…
– jak wygląda chomik gdy nie żyje [choć pytanie jest idiotyczne, żal jest chomiczka takiego…]
– kiedy kot traci na wadze [ponoć utrata/przybranie 0,5 kg w krótkim czasie może zwiastować kłopoty]
– co zrobić jak kot mi zginie? [mam nadzieję, że chodziło o “zaginie”; szukać należy… Jak najszybciej; – ogłoszenia rozwieszać…]
– co zrobić gdy pies/kot ma kleszcza [wyciągnąć… nie zasyfiać żadnym tłuszczem/alkoholem, nie przypalać. Jeśli się nie potrafi – zabrać zwierzątko do lekarza]

6. Matura [?]
Wszystkie to jakieś “opisy obrazów”, “Kobiety w oknie” i inne niebieskie tancerki ;) Szczerze mówiąc zaintrygowała mnie ta Kobieta przy oknie i postanowiłam ją znaleźć… Dla zainteresowanych -> Link

7. Sny
– niesamowite/ciekawe sny [ ;) ]
– znaleźć się w czyimś snem [posłuchałabym chetnie rozwinięcia takiego problemu ;) ]
– sny co to jest
A także poszukiwania znaczeń snów… Z czego wynika, że ‚moim czytelnikom’ przyśniły się biegające dobermany, atakujące koty, lodówki, zmywanie, pełne kieliszki, bernardyny, czarno białe koty, starzy znajomi…

8. Prawa
prawo cholera [pierwsza myśl: kim był Choler? ;) ]
prawo wszystko albo nic fizjologia/wszystko albo nic fizjologia [brrr…]

9. Szukam rady
– świecę sie w katalogu a mnie nie ma [bardzo precyzyjne :D ]
– jak się zabrać za siebie [kiedyś trzeba…]
– jak mowic na dziewczyne [niektórzy w tej mierze mają głupie pomysły…]
– jak znaleźć kogoś znając nazwisko/ jak kogoś znaleźć na gg / jak siebie znaleźć na gg [oO]
– czemu mezczyzna nie dzwoni [cóż…]
– Coś mi tu wyskoczyło [gdzie? ;] ]
– czy dziewczynka pasuje do chłopaka [yyy… czas pokaże, czas pokaże… :>]
– nie mozna sie ruszyc we snie [podejrzewam, że chodzi o tzw “paraliż senny”]
– co zrobić gdy chlopak szybciej dochodzi [jeny…]
– cos na przybranie na wodzie [o wadze też było, troszkę później]
– gdzie wywalic stara lodowke? [byle nie do lasu, jak to niektórzy robią…]
– czemu dziewczyna cos przede mna ukrywa [hmmm…]
– Bywa tak że patrzysz i nic nie widzisz [mój kolejny faworyt… ;) ]
– bieżnia jej działanie [gdzie ja podziałam te schematy…]
– dlaczego nie jest tak jak to sobie wymarzyłem [bywa i tak.]

10. Muzycznie
i’ve got two tickets to paradise [bardzo miła piosenka… przynajmniej ta, która miałam na myśli pisząc tamtą notkę]

h1

Lecimy dalej.

Lipiec 16, 2007

Konkurs. Na najładniejszą łódkę, czy coś w tym rodzaju. Ochoczo bierzemy udział, rzecz jasna. Nasza ma być utrzymana w duchu starego statku -> kapelusze, koronki i tak dalej ;) Oprócz istot, które nim sterowały na pokładzie obecne były trzy osoby: ja, samiec i [heh ;) ] Derian, który pojawiał się, gdy wołano na niego „Żurawinka”. Nie mam pojęcia, dlaczego.

Kajuta, w której siedzieliśmy, zdawała się być utrzymana w stylu pokoju muzealnego: plakaty, eksponaty, objaśnienia. My też się do nich zaliczaliśmy, biorąc pod uwagę stroje, jakie przyszło nam nosić. Statek zatrzymywał się co jakiś czas [płynęliśmy rzeką?] i na pokład wchodzili kolejni pasażerowie, a sam statek zdawał się powiększać. Ostatecznie – bez żadnego konkretnego momentu, w którym to się stało – pokład okazał się być stałym lądem. Z mojego miejsca było widać masę ludzi, jak na jakimś wielkim koncercie. Wszyscy jednak byli ubrani podobnie do nas.

Widziałam wiele osób, które można by nazwać „dostojnikami kościelnymi” i ogólnie zaczęłam odnosić wrażenie, że jestem na swego rodzaju wyprawieniu wojsk na wojnę. Co nie zmienia faktu, że z głośników „sączyła się” piosenka żywcem wzięta z wesela, na którym byliśmy, czyli:

Hej, czy Ty wiesz ,że ja się w Tobie kocham?
Hej, czy Ty wiesz, że to poważna rzecz?
Hej, czy Ty wiesz, że zdjęcia Twe oglądam?
Hej, szkoda, że już nie zobaczę Cię.

[Tragedia po prostu ;) ]

Trwała sobie więc jakaś msza, w czasie której pomiędzy jednostkami piechoty [pikinierzy tam stali] chodził słoń o kolorze morskiej toni, na którego grzbiecie balansowała akrobatka w fioletowym stroju. Nie wspominam nawet faktu, że również między jednostkami jeździł jakis taki Rydzyk [nie wiem, czy on konkretnie] swoim Nazi-mobilem i chyba dokonywał przeglądu wojsk.

W momencie, gdy miało dojść do sprawdzenia obecności, obudziłam się. A sen wydał mi się niesamowity, jeśli przypominieć sobie jeszcze te elementy, których nie potrafię dokładnie przytoczyć.

h1

To już.

Lipiec 3, 2007

To naprawdę już…

Miałam masę snów. Snów, które warte były opisania. Jednak wszystkie ustąpiły miejsca w mojej pamięci tym przeklętym bakteriom. Szkoda trochę, jakby na to nie patrzeć… Został tylko jeden, choć właściwie nie jest szczególny.

W dzień podania wyników z poprawki śniłam o tym, że nie zaliczyłam. Obudziłam się pogodzona z tym faktem i tak naprawdę nie było tak źle, choć na szczęście uświadomiłam sobie „Kretynko, przecież nie masz jeszcze wyników!”. Zasnęłam z ulgą i niegasnącą nadzieją, która to ponoć umiera ostatnia. Chwilę później śniłam o tym, że dostałam czwórkę, obudziłam się z myślą, że to nie lada wyczyn mieć taką ocenę z egzaminu i jaka to ja fajna nie jestem. Oczywiście, po chwili doszło do mnie, że nadal nie mam wyników. Ogólnie więc rzecz biorąc wyszłam na zero w tych swoich sennych rozważaniach.

A teraz? Teraz należy przypomnieć, jaka jest Kasia. Otóż Kasia jest jak Kłapouchy, ponieważ:

Bardzo dostojnie i spokojnie, z czterema łapami w powietrzu wypływał Kłapouchy spod mostu.
– To Kłapouchy! – zawołało Maleństwo, straszliwie przejęte.
– Czy aby na pewno? – powiedział Kłapouchy, który właśnie wpadł w mały wir i, obróciwszy się w kółko trzy razy, dodał: – I ja mam takie wrażenie.
– Nie wiedziałem, że też grasz w Misie-patysie – zdziwiło się Maleństwo.
– Bo nie gram – powiedział Kłapouchy.
– Kłapouchy! – zawołał Królik – Co ty robisz?
– Co robię! Zgadnij, Króliku: może kopię dołki w ziemi? Chyba nie. Może skaczę z gałązki na gałązkę młodego dębczaka? I to nie. Więc może czekam na kogoś, kto mi pomoże wydostać się z rzeczki? O, to właśnie. Dajcie tylko Królikowi trochę czasu do namysłu, a on zawsze zgadnie.