Archive for Październik 2009

h1

A Ty się temu nie dziwisz.

Październik 25, 2009

Minęło sporo czasu, przyznaję. Aż trudno mi coś teraz wybrać… ;) Zawsze spisuję sny, nawet jeśli wiem, że nie będę miała czasu, żeby któryś z nich tutaj zamieścić.

Byłam we Francji. Mieszkałam w kompleksie akademickim połączonym z dużym muzeum. Tak naprawdę, pamiętam tylko kilka momentów ze szczegółami. Oparta o ścianę we wspólnej łazience rozmawiałam z jakąś dziewczyną, gdy ta myła zęby. Byłam też na plaży, piękna, błękitna woda. Co dziwne – morze było bardzo niespokojne, chociaż nie wiało ani też w polu widzenia nie przepływał żaden statek. Ale fale były wielkie, co chwilę musiałam uciekać z ręcznikiem przed wodą. W pewnym momencie naokoło mnie zrobiło się tak gęsto od ludzi, że zebrałam manatki i poszłam gdzie indziej. Wylądowałam w miejscu, gdzie od deptaka do wody plaża miała z 20 m szerokości i była nachylona pod bardzo dużym kątem. Obok mnie, na pasie jakichś 5m woda co chwilę podnosiła się aż do promenady. Siedziałam zaraz obok i patrzyłam na to, bo wyglądało dość nadzwyczajnie. Widziałam tam kilka znajomych osób, ktoś nawet mnie rozpoznał i rozmawialiśmy chwilę – opowiadałam mu o kimś dla mnie ważnym – zupełnie nie wiem, czemu. Zrobiło się już trochę późno, więc wróciłam do akademika [?].

Tam przebrałam się w nieźle dopasowany garnitur, w którym z powodzeniem mogłam udawać chłopaka. Włosy też ułożyłam tak, żeby nie wyglądały szczególnie kobieco. I poszłam szukać niedostępnej dla zwykłych śmiertelników części muzeum, gdzie sprzedawano kradzione obrazy. A budynek pełen był bardzo podobnych do siebie korytarzy i przejść, które naprawdę trudno było odróżnić. Musiałam znaleźć jeden konkretny korytarz, wejść do dużej sali, gdzie te obrazy wisiały, pooddzielane drzwiami, za którymi agenci muzeum przebrani w te śmieszne białe peruki, finalizowali transakcje. Jak zwykle – najważniejszy był pewny krok. I najlepiej by było, gdyby nikt akurat nie wychodził z któregoś z tych pokoi. Jak jakieś drzwi się otwierały, to manewrowałam tak, żeby być odwrócona plecami do nich. Przeglądałam nieoficjalny katalog, niestety trafiłam w takie miejsce, gdzie wisiały same obce mi obrazy, więc za bardzo się tam kręciłam szukając czegokolwiek, na czym mogłabym zawiesić oko. W końcu postanowiłam wyjść, pech chciał, że akurat jakaś dwójka kolesi była wolna i mogli mi się przyjrzeć. Wiedziałam, że wszystkich, którzy przychodzili tutaj po raz pierwszy, obowiązywał jakiś rytuał inicjacji po to, by wszyscy pracownicy ich kojarzyli, żeby nikt obcy się tam nie dostał niezauważony. Usłyszałam uniżone „Dobranoc, paniczu”, na co minimalnie skłoniłam głowę, nawet się nie zatrzymując. Jeden z nich powiedział już ciszej „znasz tego młodego człowieka?” i zaczął się pościg. Byłam już za zakrętem i zaczęłam biec na zapas :P Krzyczeli, że ‚wtargnął crack!’. Przebiegłam obok przysypiającego strażnika, którego przedtem minęłam obojętnie i – następnie – próbowałam się połapać w istnym labiryncie schodów. Przeskakiwałam po kilka stopni, z ostatnich partii zeskakiwałam przeskakując przez barierkę, ale tamci też się nie męczyli. W końcu tak się zamotałam, że mnie otoczyli, ale machnęłam ręką i wskoczyłam w najbliższe lustro. Czary mary. Przeskakiwałam między lustrami, słysząc przytłumione głosy ścigających, że w końcu i tak mnie dopadną, po czym wyskoczyłam z lustra zaraz przy nich. Uśmiechnęli się z zadowoleniem, na co ja się uśmiechnęłam po swojemu… Zażyczyłam sobie w myśli przeskok do lustra w łazience akademika i wskoczyłam tam. Stamtąd ruszyłam do pokoju, zmieniając po drodze trochę strój, żeby już nie wyglądał zbyt męsko, z włosami postąpiłam podobnie.

I obudziłam się. ;)

Reklamy