h1

So what?

Kwiecień 17, 2010

Jakbym grała w Postala albo tą nową grę, gdzie postać trzeba nawet umyć (Heavy rain). W każdym razie, byliśmy w domu. Było chyba jakieś święto, a nikt z mojej najbliższej rodziny nie mógł opuścić terenu mojego podwórka. Ojciec darł się do kogoś, kto najwyraźniej stał daleko, żeby dowiedzieć się, kto jest w kościele. Jak zwykle chciał mnie do czegoś przekonać, nieskutecznie zresztą. Miałam zaopiekować się jakimś wyjątkowo opornym, małym kotem. I przyszła też moja chrześnica, miała lizaka. Na odchodnym pokazała mi ‘fuck you’, na co ja zupełnie spokojnie i z uśmiechem powiedziałam – „jak już będziesz w domu, to wsadź sobie ten lizak w dupę. Dobrze?” – młoda tylko przytaknęła. Po tym, jak ona i jej rodzice sobie poszli, to po nie więcej niż dziesięciu minutach przyleciał jej ojciec z pytaniem do mnie – czy coś jej grozi, jeśli już ten lizak wyjęli i w ogóle. Uspokoiłam, że nic jej nie będzie.

Później byłam gdzieś z matką. Był to dzień, w którym wcześniej w szkole pobiłam trzech kolegów, co znaczyło, że popełniłam grzech i nie zdołam niczego kupić w sklepie do jedzenia, bo nie zasłużyłam. Więc poszłam sprawdzić. Machnęłam chyba jakiegoś Liona i coś tam, położyłam na taśmie, w tym momencie jakiś koleś położył przed moje rzeczy folię aluminiową i generalnie próbował się wrypać z całym wózkiem zakupów, więc starałam się go odstraszyć. To znaczy – odkładałam jego rzeczy dalej od swoich i za moje. Choć on uparcie kładł je z przodu.

Walnęłam go raz, drugi, trzeci. Później przywaliłam mu jakimś prętem metalowym, odsunął się, więc zaczęłam rzucać w niego tymi ogranicznikami. W końcu odpuściłam, jak stał daleko, więc on zaczął rzucać we mnie. Podnosiłam tylko od niechcenia rękę i wszystko się odbijało, ew. lekko się uchylałam. Denerwował mnie, więc zrobiłam mu jednorodną papkę z wszystkich warzyw, jakie miał w koszyku. To go dość mocno wkurzyło, bo rzucił we mnie czymś, co tliło się z jednej strony. Wpadło do koszyka, który natychmiast mocno odepchnęłam i petarda odpaliła gdzieś za regałami na szczęście. Miałam być już następna i chyba koleś przede mną zamienił mi Liony na Marsy, co zauważyłam, bo przecież Marsów nie lubię. W międzyczasie tamten koleś ustawiał petardy, żeby wystrzeliły w moją stronę, co uznałam na dobry moment do ewakuacji. Jak podpalił ich lonty, to podciągnęłam się na taśmę obok, przebiegłam po niej i wybiegłam ze sklepu, wszystko wybuchło. Z szybami musieli się pożegnać.

Biegłam w stronę Twin Peaks Aquapark i już ten sklep był strasznie Postalowy, a teraz… Ludzie w basenach normalnie w ciuchach, butach i tak dalej. Miałam w tym Aquaparku zarezerwować bilety na film, cena – 3 – 4 zł. Multimedialny, dotykowy stand, który do tego służył jakoś tak się ciął i nie chciał współpracować.

Były tam stanowiska, które umożliwiały grę np. w pokera z maszyną. Albo ruletkę, czy co tam się chciało. Była trochę afera o ten hazard, cała wieś się zebrała w tej sporej altanie będącej wspomnianym Aquaparkiem. Po zebraniu, któremu się nie przysłuchiwałam, ludzie ostanowili zostać tam na noc. Widziałam jak agent Cooper z bólem zerka na Annie śpiącą obok policjanta. Nie miałam okazji by go pocieszyć, bo poszłam tam, gdzie miała być wspomniana wcześniej sala kinowa. Dopadł mnie tam Balrog i zaciągnął do jaskini, w której urzędował Saruman. Wyglądało na to, że chcieli mnie złapać od dawna. Mieli mnie zamknąć w klatce (rozsypywała się), jednak wcześniej miałam chwilę, żeby zwiedzić jaskinię. Na ścianach były stare, odpadające malowidła. Widniał na nich Balrog, jacyś magowie, szkielety. Nie podobały mi się, więc zaczęłam je zdzierać jak nie patrzyli. Pod tym z Balrogiem znalazłam świetnie zachowany (widać, że po prostu lepszej jakości) obraz Eowiny zabijającej coś dziwnego.

Byli rozkojarzeni na tyle, że zdołałam zbiec. Później byłam w szkole, gdzie widziałam się z ludźmi, którzy mnie próbowali znaleźć, jak tylko dowiedzieli się, że zostałam porwana. Wiedziałam, że będę musiała się ukrywać. Dlatego nie chciałam niczego ruszać w klasie, żeby Balrog mnie tak łatwo nie wytropił.

Niestety, obudziłam się, nie doprowadziwszy sprawy do końca.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: