h1

Womanek in Otherland

Marzec 20, 2010

Jak wchodziłam do tej szkoły, wiedziałam, że mam zadanie, wszystko wyglądało jak w grze o dość słabej grafice – mało szczegółów, dość kanciaste krawędzie. Budynek był pustawy, jeśli już kogoś spotykałam, to w jakimś pomieszczeniu – korytarze były puste. Przeszukiwałam pokoje, bo musiałam znaleźć papier toaletowy, żeby owinąć nim inny przedmiot związany z zadaniem, które miałam wykonać. W jednym pokoju zapytałam jakiegoś faceta, czy wie, gdzie znajdę papier. Nie czekając na odpowiedź, bo był trochę nieprzytomny, a na pewno nie była zainteresowany rozmową ze mną, przeszłam do następnego pomieszczenia, gdzie ów papier leżał na stole wśród innych przypadkowo dobranych przedmiotów. Chyba nawet wyświetlił się nad nim napis, że to papier. schowałam go, choć nie miałam żadnego plecaka ani nic w tym rodzaju, ale wiedziałam, że mam to w ekwipunku.
Wyszłam i okazało się, że korytarze są już pełne … ludzi? Żywych, prawdopodobnie zmiennokształtnych stworzeń, niektórzy cieszyli się na mój widok, mówiąc, że Surlatka wróciła, inni trochę się bali, twierdząc, że ‚on ją zabije!’. Zaniepokoiło mnie to trochę. Dowiedziałam się coś niecoś od gadającego świecznika, i wiedziałam już, kogo unikać – wielkiego bykopodobnego stwora z brodą i rogami jak Balrog [rzeczywiście tak wyglądał], a także – gdzie jestem – czyt. zawitałam [podobno znów] w Otherland. Łaziłam wśród radosnych, acz pomniejszych mieszkańców krainy [cały czas w budynku szkoły], aż w końcu wpadli w panikę i kazali mi się schować. Było tam takie zagłębienie w korytarzu [coś takiego, że po prostu jakaś przestrzeń między klasami była za mała na klasę i dlatego została wolna, co zwiększało powierzchnię dla uczniów w czasie przerwy] i pół metra przed oknem wisiały żaluzje pionowe, i pół metra dalej kolejna ich warstwa. Wbiegłam z kimś za nie i ta postać przyjęła taki kształt, że oboje wyglądaliśmy jak stół. Niestety, jak on tam przybiegł, to jeszcze żaluzje się ruszały, widziałam jego odbicie w szybie [pomiędzy pojedynczymi elementami żaluzji] – wyglądał jak we wcześniejszym opisie. Nie ruszałam się, ale oczywiście musiało mnie coś zaboleć, więc drgnęłam, co spowodowało, że on wyszarpnął szpadę, a ja rzuciłam się do ucieczki. Przebiegając obok, zauważyłam, że postać zmienia kształt upodabniając się do mniej więcej dwudziestosiedmioletniej dziewczyny [na co towarzyszący mi stworek westchnął z przestrachem – Milena…], tymczasem zdecydowanym, szybkim krokiem podszedł do niej właściwy potwór królujący tutaj. Padli sobie w objęcia i on się zmienił w przeciętnego faceta, zostawił sobie brodę.
Ona powiedziała mu tylko „Surlatka wróciła”, na co on odpowiedział „Po co mi ona, skoro mam Milenę”. Poszli sobie, ignorując mnie, choć stałam jakieś dwa metry od nich.
Ale wspomniane pomniejsze stwory i tak wierzyły, że skoro wróciłam, to ‚wszystko wróci do normy’ i ‚zajmę się tym’.
Byłam w bibliotece, gdzie większość książek była wielkości trzech-czwartych mnie [tytuł jednej z nich – Jak poradzić sobie z masywnymi wypryskami alergicznymi na nosie?], co trochę przerażało, wiedziałam też, że są tutaj gdzieś wilki arktyczne i lepiej ich nie spotkać. Gdzieś wśród książek chodziła moja matka, widać było, że tutaj pracuje po prostu. Nie miała dla mnie czasu.
Miałam wybrać właściwe książki i gdzieś je zanieść, tymczasem otworzyłam szufladę, w której były trzy wilki. Jeden siedział w kącie i warczał, podczas, gdy drugi gryzł trzeciego w kark. Wyglądało na to, że ten numer jeden po prostu chce wyjść, ale nie może, bo się zaklinował, a numer trzy nie chce mu pozwolić na opuszczenie szuflady.

Wydaje mi się, że zapomniałam o wielu rzeczach.

A co do nie załatwienia tej sprawy w „Otherland” – może jeszcze tam wrócę ;)

Kilka dni wcześniej miałam równie zawiły sen, ale pamiętam tylko dwa wątki:
Byłam na wycieczce szkolnej, to była chyba Hiszpania albo Włochy [wąskie uliczki, wszystko słoneczne], zwiedzaliśmy, a gdy mieliśmy wrócić do autobusu, okazało się, że przewodnik nie wyraża zgody, by wsiadły tam dziewczyny z niewydepilowanymi nogami i brudem pod paznokciami. Co nie było problemem, ale wzburzyło mnie niesamowicie.
Później byłam w domu kuzyna, gdzie na podwórku grupa surykatek zbudowała sobie plac zabaw. Rozwiesiła sznur, przez który każda z nich przewieszała inny sznurek i zjeżdżała sobie na dół. Na końcu osiągały takie prędkości, że bałam się o nie, ale chyba żadnej nic się nie stało. Jak skończyły, zamknęłam je w pokoju kuzyna, nie dałam im tam jednak kuwety. Niech moim komentarzem będą tylko te słowa – Okazało się, że są pod względem higieny o wiele mniej eleganckie niż koty…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: