h1

Satis.

Luty 13, 2010

Pod względem charakteru mogłam przypominać trochę Laurę z Twin Peaks. Tylko trochę. Nie pamiętam dobrze początku snu i nie zapisałam notatek w sposób, który pomógłby mi teraz go dobrze odtworzyć, więc odpuszczę. Wiem tylko, że złapano mnie i miałam współpracować policją. Jechałam motorem z policjantem, przez jakieś wsie. Miał taki powiedzmy półtoradniowy zarost.

Po drodze kupiliśmy worek kartofli, gospodarz nie bardzo chciał współpracować, ale policjant sypnął groszem. Zostaliśmy ostrzeżeni, że w pobliskiej wsi – Wesołej – coś się dzieje niewłaściwego [ostrzeżenie wynikało z tego, że facet zorientował się z kim ma do czynienia]. Ale wyglądało na to, że właśnie tam jedziemy, więc informacja ta nie była szczególnie przydatna. Ten fragment snu był przekazany mi w ciekawy sposób, bo jednocześnie brałam w tym udział i tak jakby czytałam to z książki – widziałam litery i czytałam to na głos, a przekazywana przez nie treść była oddawana w tym samym czasie przez obrazy i dźwięki.

Facet gdzieś chował te ziemniaki, a ja poczułam znajomy mi zapach perfum, po którym rozpoznałam, że w okolicy jest człowiek, którego szukamy. On prawdopodobnie mnie nie znał.

Jedziemy już przez Wesołą, mijamy samochód z lokalnym alfonsem. Policjant wydziera się na mnie, a kawałek dalej zakręca gwałtownie tak, ze spadam z motoru i uderzam plecami o ścianę budynku – to oczywiście jest zaplanowane. Czołgam się powoli do środka – to jakaś stodoła [ale murowana, oczywiście]. Jestem w środku, wsiadam do samochodu, który stoi wewnątrz. Wiem, że chyba przyjdzie tutaj kobieta, która spróbuje mnie tam zamknąć. Gdy ta się zjawia, ze łzami w oczach proszę, żebym mogła zostać tutaj przez jakiś czas, zanim dojdę do siebie. Kobieta – ubrana w czerwony, elegancki kostium – tłumaczy mi, gdzie znajdę telefon i jak mogę doładować w nim konto, później zostawia mnie w spokoju. Mija kilka chwil – pojawia się osławiony alfons, młody chłopak. Sympatyczny. Pyta, czemu zostałam w taki sposób potraktowana. Tłumaczę, że się naraziłam i będę mogła wrócić dopiero, jak „zrozumiem, co zrobiłam źle i będę w stanie się odpłacić za wyrządzone mu straty”. Facet pyta o moje ceny. Sugeruję, że jestem wyjątkowo tania.

Postanawia zabrać mnie na przejażdżkę samochodem, w którym siedzę. Jedziemy ulicami Wrocławia. Zatrzymujemy się przed jakimś sklepem, tłumaczy mi, że może się mną zaopiekować – mówi to na tyle troskliwie, że nawet wierzę i robi mi się go żal. Zgodnie z planem – mówię, że nie mogę i że on nawet nie wyobraża sobie, jak przykre w skutkach to może się dla mnie okazać. Tymczasem ze sklepu wychodzi mój dawny opiekun – policjant – walę pięścią w szybę, a gdy mnie zauważa, jest najpierw szczerze zdziwiony, ale prawie natychmiast na jego twarzy maluje się wściekłość i rusza szybkim krokiem w stronę samochodu. Kierowca odjeżdża, ja krzyczę, że nie może nigdzie jechać, że muszę tam zostać. Odwracam się w stronę policjanta, a nasz cel mówi, że on sobie nie życzy, żeby obchodzić się z kimś tak jak ze mną i przyspiesza.

Dzwoni budzik.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: