h1

Ojej…

Luty 7, 2008

Tharr be rats!

Pomimo tego, że doskonale wiem od czego zacząć, przychodzi mi to z trudem. Bo dobrze wiem, że nie będę umiała przekazać tego tak barwnie, jak to widziałam…

Jako pierwszy pokazał się ten oto wątek.
Leżę na łóżku w drewnianej chatce mojej babci, widać odwiedziłam ją i mam tam przenocować. Odkładam narysowany koślawo komiks, światło gaśnie, panuje półmrok. Próbuję zasnąć, ale co chwilę słyszę jakiś szmer. Ot, myszka pewnie. Jestem jej ciekawa, więc rozglądam się. Zauważam ogon znikający za rogiem drugiego łóżka i – chwilę później – sporą dziurę w podłodze. Dziurę, która ma strukturę jakby śruby, to znaczy widać półki na wewnętrznych ścinach. Bardzo dużo półek, a na półkach… Szczury. Mnóstwo szczurów, tysiące tych małych zwierzątek maszeruje w długim tunelu [dziurze…]. I jak mówię tysiące, to mam na mysli tysiące. Zrywam się z łóżka i wątek się zmienia…

Siedzę z dwójką nieznanych mi chłopaków i rozmawiamy o grze, którą mamy stworzyć. Ma być podobna do Crasha. „Programowanie” polega na tym, że piszę list [nawet nie o grze], posypuję go cukrem pudrem i zostajemy w trójkę przeniesieni do świata gry [takiego jakby „warp room’u”] – jesteśmy w miejscu, gdzie należy wybrać kolejny poziom, jaki chcemy przejść. Otacza nas dżungla, jest miło i słonecznie. Z poszczególnych leveli [prócz tego, który zaraz opiszę] pamiętam niewiele, tylko, że biegalismy, skakaliśmy po skrzynkach, zbieraliśmy „owoce wampa” i tak dalej. W końcu wybieramy level z wyścigiem, więc jedno z nas [ja, oczywiście] będzie musiało prześcignąć wrogów na motorze [oni mają inne pojazdy, jak w Crash Team Racing]. Zostaję wyznaczona do tego, bo to jeden z moich ulubionych poziomów w trzeciej części gry. Wskakuję na guzik, który przenosi mnie na tor. Na początku wygląda on bardzo podobnie do tego, który możey zobaczyć w grze – droga, wokół pustynia, kaktusy, coś jak w pobliżu strefy 51 ;), ale później ścigamy się w szpitalu – zakręty są ostrzejsze, trzeba uważać na pacjentów. Po wygranym wyścigu kręcę się po tym szpitalu, bo jestem spragniona. Jednak w kiosku chcą ode mnie astronomicznych sum za butelkę wody, by po chwili komu innemu sprzedać ją za grosze. W tym momencie szpital to już nie ciasne korytarze, którymi kluczyłam w czasie wyścigu, a wielka hala przypominająca raczej dworzec. Docieram prawie do wyjścia ze szpitala, co równałoby się ukończeniu poziomu, gdy zbliża się do mnie osobnik, twierdzący, że uwięził kogoś mi bliskiego i pozbędzie się go, jeśli nie oddam mu kodu gry. Na osobie tej zostaje wykonany zabieg – ponoć jest to usunięcie czegoś złego i paskudnego, jednak ja nie wierzę i sądzę, że umieścili w tej osobie minibombę termojądrową. Jestem w tym czasie pilnowana przez jakąś dziwną kobietę, której próbuję utrudnić życie złośliwościami, które – o dziwo – rzeczywiście na nią wpływają.
Widzę się z tą osobą i gdy wiem, że jest już bezpieczna, uciekam. [Bo tak trzeba, nie stchórzyłam ;) ]

Biegnę drogą pod lasem, jest ciemno. Docieram do przyczepy kempingowej, której drzwi zatrzaskuję przed kimś, kogo nie znam, ale wiem, że to najlepsze wyjście. W środku czeka na mnie moja towarzyszka [podobno]. Mamy razem spędzić tam jakiś czas. Więc wyciągam piosenki z mp3playera i wieszam je na haczykach obok tego, co powiesiła tam już ona. [Tak, one były materialne]
Staram się jakoś zaaklimatyzować, pytam o osobę, która była tu przede mną, dziewczyna opowiada… W pewnym momencie [co jest przeskokiem do innego wątku] dziewczyna klęka na łóżku, a gdy zamykam na chwile oczy sceneria zmienia się na wnętrze zamku. Patrzę oczyma księcia [ ;) ] na to, jak ojciec mojej lubej, księżniczki, zakazuje mi przeprowadzkę do mojego zamku z nią.
Zmienia się perspektywa i widzę ich wszystkich z boku. Ojciec, córka, zięć i trójka dzieci. Młodzi stawiają na swoim i bez poparcia jej ojca wychodzą w mróz i śnieg. Podążam za nimi, wędrują przez jakiś czas samotnie, dają sobie jakoś radę, choć wszędzie tylko śnieg, zaspy, las. W pewnym momencie z tego lasu właśnie wyłania się wielki konny orszak wysłany przez jej ojca. Z dwóch stron zamykają go skrzydlate wróżki na rumakach, pomiędzy nimi są też inne magiczne stworzenia. Młodzi dostają odkryty zaprzężony w dwa wilki powóz złożony z zabawek. Pędzą wszyscy, czując, że nie są bezpieczni. Zaraz za powozem biegnie śnieżnobiały, długowłosy, siedmionogi wilk, który zawsze strzegł królestwa. Oczywiście, potrafi mówić.

Orszak mknie przez zabłoconą teraz dogę, widać opuścili zimniejsze tereny, bo tutaj wyraźnie panuje odwliż. Pełno błota, z którego… zaczynają wyłaniać się szczury. Szczury, które mają zniszczyć wszystkich tu obecnych. Stoję przy młodym małżeństwie, obecna ciałem, i staram się jakoś pomóc odtrącając te małe, choć zaciekłe stworzenia.

Jednak orszak jest w rozsypce, w pewnym momencie na powozie są już tylko młodzi, reszta się rozpierzchła, dzieci zniknęły. Wilk dogania powóz w jakiejś wiosce i przekazuje im wieści o tym, że dzieci zostały porwane przez ich wrogów i ci stawiają pewne żądania w zamian za ich uwolnienie.

W tym momencie sen nie jest już taki łatwy do opisania, obrazy urywają się. Najlepiej pamiętam chwilę, gdy król zdradził swojego sojusznika i podał wrogowi informacje dotyczące ich następnych posunięć wojennych po to, by odzyskać te dzieci. Oczywiście widziałam zarówno moment przekazania informacji, jak i słyszałam wyadawane oddziałom rozkazy i widziałam jak się przegrupowują.

Jednak nie wiem nic więcej, bo w końcu się budzę…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: