h1

Więc o co mi chodzi?

Styczeń 11, 2008

III LO w Opolu, siedzimy we dwójkę… Rozmowa na tematy okołoszkolne, dokładniej:

– Tyle lat się napracowałam, żeby do tej szkoły nie dotarł Giertych… A tu co? Gorzej.

W tym momencie po schodach wchodzi na górę Korwin-Mikke – nowy dyrektor szkoły. Postanawiam namówić dzieci biegające po korytarzu, żeby zaczęły hałasować, co być może jakoś destruktywnie wpłynie na cokolwiek. I w sumie wpływa… W czasie jednej z zabaw – jakieś takie przechylanie się jedno na drugie w dużej grupie [to trzeba zobaczyć ;) ] – przewracają się na jedno dziecko i przygniatają je. Gdy je rozgoniłam z dwoma kolegami, okazało się, że dziecko to przekształciło się w niemowlę podłączone do aparatury monitorującej jego stan. Który był ciężki, bo zaczęto nawet odliczanie do śmierci. W postaci 3 – 2 -1 – TVN. Na taki małym okrągłym monitorku.

Zaczęliśmy resuscytację… Kolega kilkukrotnie ucisnął klatkę piersiową dziecka swoim nosem, a ja wykonałam jeden sztuczny oddech. Ożyło, rzecz jasna.  Zasmarkało się, załzawiło, ale żyło.

Wtedy drugi z moich towarzyszy, który do tej pory tylko się przyglądał, stwierdził, że on słyszał, że w takiej sytuacji należy:

– Przyjebać takiemu dziecku z bańki.

– Ale zostałby przecież z niego tylko taki śmieszny, czerwony kleks.

Po czym w oczach stanął mi obraz właśnie takiego malowniczego kleksa i – co tu dużo mówić – wszystkich okropnie to rozbawiło. Wtedy- niestety – zadzwonił budzik. [Drugi wątek tego snu pomijam, bo nie był szczególnie interesujący, choć zawiły]

Kilka dni wcześniej we śnie odkryłam, że mogę przetransformować [?] się w kaczkę o pięknych, brązowych piórach.  Machałam skrzydłami, leciałam w kluczu… Aż do momentu, gdy jedna z moich koleżanek z klucza [jaskółka] zaczęła spadać. Pikowałam za nią aż znalazłam się we własnej kuchni. Krążyłam pod sufitem, wypatrując zagubionej ptaszyny, ale nic z tego nie wynikało, więc wróciłam do własnej postaci i – kierowana przeczuciem – zajrzałam do wyłączonej lodówki. Tam chowała się poszukiwana jaskółka, ale miała dziwny kapelusz i jakieś szmatki na skrzydłach. Gdy odwróciłam na chwilę wzrok – trzymając ją dalej w dłoniach – ta zamieniła się w małych [czyt. jaskółczych] rozmiarów kota [dorosłego]. Sen się skomplikował i już nie bardzo wiem, jak to skleić w całość… Ale widziałam w nim też poród, w czasie którego najpierw wypadły [ ;] ?] łydki,  a później należało jakoś resztę do nich dopasować… Jednak wydaje mi się, że to już za wiele, nawet jak na moje opowieści ;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: