h1

Strach, radość…

Kwiecień 18, 2007

Dawno nie budziłam się z płaczem. Naprawdę dawno…

Pokój, wiem, że tam mieszkam, choć widzę to pomieszczenie po raz pierwszy. Wchodzę do środka, na podłodze w kręgu siedzi kilka kobiet, rozkładają karty… Wróżą sobie? Nie zwracam na to szczególnej uwagi, mam inne sprawy na głowie. Uciekł mi kot.

Po jakimś czasie przez okno widzę, jak do dziury w ścianie budynku, po kablu wchodzą najróżniejszej maści koty. Czarno białe, rude, rudo białe, szylkretowe i w wielu innych wersjach kolorystycznych. Jeden z nich – miniaturowy [wielkości przeciętnego kota] albinotyczny tygrys bengalski – wskakuje przez uchylone okno i przez chwilę stresuje swoją obecnością osoby w pokoju. Zdaje się być groźny. Dowiaduję się wkrótce, że miejsce dokąd szły koty było siedzibą grupy tych stworzeń. Dowodzi nimi duża, czarna kotka, która każe nazywać siebie królową Mab [Tak, zupełnie jak „Królowa serc”]. Ma kleszcza nad lewym okiem. Kotka potrafi mówić, więc próbuję się dowiedzieć, co się stało z moim kotem… Moja rozmówczyni uznaje, że rzeczywiście ostatnio pojawił się ktoś nowy.

W tym momencie sen przechodzi w koszmar. Nieważne.

Za to dwie noce temu śniłam o Wrocławiu. O tym, że matka nie chce tu przyjechać, bo po dworcu rozlazły się aligatory, dotąd spokojnie zamieszkujące sobie Odrę. A i wiatr strasznie wieje. Tak mocno, że przechylają się zdrowo palmy rosnące tuż za moim oknem…

Cud się stał! Koło z chemii do przodu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: