Archiwum kategorii ‘studia’

h1

To już.

lipiec 3, 2007

To naprawdę już…

Miałam masę snów. Snów, które warte były opisania. Jednak wszystkie ustąpiły miejsca w mojej pamięci tym przeklętym bakteriom. Szkoda trochę, jakby na to nie patrzeć… Został tylko jeden, choć właściwie nie jest szczególny.

W dzień podania wyników z poprawki śniłam o tym, że nie zaliczyłam. Obudziłam się pogodzona z tym faktem i tak naprawdę nie było tak źle, choć na szczęście uświadomiłam sobie “Kretynko, przecież nie masz jeszcze wyników!”. Zasnęłam z ulgą i niegasnącą nadzieją, która to ponoć umiera ostatnia. Chwilę później śniłam o tym, że dostałam czwórkę, obudziłam się z myślą, że to nie lada wyczyn mieć taką ocenę z egzaminu i jaka to ja fajna nie jestem. Oczywiście, po chwili doszło do mnie, że nadal nie mam wyników. Ogólnie więc rzecz biorąc wyszłam na zero w tych swoich sennych rozważaniach.

A teraz? Teraz należy przypomnieć, jaka jest Kasia. Otóż Kasia jest jak Kłapouchy, ponieważ:

Bardzo dostojnie i spokojnie, z czterema łapami w powietrzu wypływał Kłapouchy spod mostu.
- To Kłapouchy! – zawołało Maleństwo, straszliwie przejęte.
- Czy aby na pewno? – powiedział Kłapouchy, który właśnie wpadł w mały wir i, obróciwszy się w kółko trzy razy, dodał: – I ja mam takie wrażenie.
- Nie wiedziałem, że też grasz w Misie-patysie – zdziwiło się Maleństwo.
- Bo nie gram – powiedział Kłapouchy.
- Kłapouchy! – zawołał Królik – Co ty robisz?
- Co robię! Zgadnij, Króliku: może kopię dołki w ziemi? Chyba nie. Może skaczę z gałązki na gałązkę młodego dębczaka? I to nie. Więc może czekam na kogoś, kto mi pomoże wydostać się z rzeczki? O, to właśnie. Dajcie tylko Królikowi trochę czasu do namysłu, a on zawsze zgadnie.

h1

Różności.

maj 8, 2007

Zawody sportowe zrobione z taką pompą, że człowiek ma wrażenie, że to olimpiada. A wszystko na podwórku dawnej podstawówki! Nowym elementem była bieżnia, na którą uciekłam przed tym czymś, co mnie goniło. Miałam zamiar wmieszać się w zawodników, ale nie dość, że specjalnie sportowo nie wyglądałam, to jeszcze zawodników nie było, choć sędziowie z wielkim napięciem przyglądali się rzeczonej bieżni. Widownia także, cholera wie po co.

Przechodząc na drugie boisko, lądowało się w hali, gdzie na zwyczajnych, białych materacach ludzie grali w tenisa. W tym moje dwie znajome z czasów przedszkolnych. Najbliższa koleżanka i najgorszy wróg ;) Tylko dlaczego wróg wygrał?

Na jednym z nich pojawia się inny znajomy, co dziwne… Rzucam nim o ścianę i wychodzę. A dalsza część nie nadaje się do przekazania…

Sesja za pasem. Przerażenie wzrasta z każdą chwilą, biorąc pod uwagę to, że podobno wszelkie drugie podejścia mają być ew. realizowane we wrześniu. Jeny, żeby tylko udało się wszystko za pierwszym razem…

“Wytrwajmy jeszcze te kilka chwil…”

h1

Westchnienia

luty 19, 2007

Cieszyłaś się, to teraz cierp. – mogłabym usłyszeć. Szkoda, że to trwało tak krótko… Wielka szkoda. Przecież było tak miło, spokojnie, przyjemnie. Same superlatywy.

Wszystko co miłe szybko się kończy, tak? Cholera, coś w tym jest. Ale owe coś jest tak po prawdzie niewielkie. W końcu wiele spraw i czas ich trwania zależą w dużej mierze od nas samych.

Niestety, ferie podpadają pod wspomniane przysłowie.  Dlatego pracuj, Młoda, pracuj, bo przecież czas najwyższy się zabrać do tego. A lenistwo walczy jak lew, by wziąć górę. Przegra, kurde.

h1

Taaak…

luty 8, 2007

Czego chcieć jeszcze?

Witaj, drugi semestrze.

*pełen satysfakcji uśmiech* [Nawet nie czujesz, kiedy rymujesz...]

h1

To już miesiąc. Prawie.

luty 2, 2007

Zatem zanim człowiek zabierze się za dalszą część ukochanych neuromediatorów i ich przyjaciół, mógłby ruszyć odwłok i czymś się pochwalić. Czasem warto. Czym?

Tym, co wszyscy, a od czego zaczął Magiel. Przynajmniej wśród swoich. Nie kryję, że nie sądziłam, że google jest w stanie komukolwiek mnie podsunąć. Niewiele było takich przypadków, ale jednak – wystąpiły. Nie ma sensu dzielenia ich na jakiekolwiek kategorie, bo… Zresztą każdy zrozumie.

- nic tu nie ma - cóż, jak kto woli. Niektórzy w Googlu szukają konkretów, inni wolą znaleźć nic. Oto i nic się objawia Waszym i moim oczom. To właśnie ja (uśmiecha się szeroko).

- zmywanie ścian - sama musiałam się tym zająć, jednak zaufałam intuicji i zdrapałam dziadostwo nożem. Polecam serdecznie tą metodę, gdyby ktoś znowu jej tu szukał. Inna sprawa, że google nie myśli, więc nie jest w stanie zrozumieć, że jednak wcześniej takich porad tu nie było. Cudzysłów fajna sprawa, choć odebrałby mi w tym przypadu masę radochy.

- bez uprzedzeń - czemu to przywodzi mi na myśl nieprzyzwoite rzeczy? Tutaj o takie będzie naprawdę bardzo ciężko.

- rattlerek - bosko. Co ja jestem? Audi? Nigdy nie będę miała takiego psa, bo… Bo nie i już. Dajcie spokój moim snom, wiem, że są dziwne.

Na sam koniec coś, co mnie zwyczajnie rozbiło.

- pierwsze starcie kroka - słucham? Że jak? I dlaczego, na bogów, do mnie z tym? To jakieś anime? (Wcale nie jestem złośliwa, przecież nie potrafię).

Kolejnym, jakże pasjonującym i pełnym nieoczekiwanych zwrotów akcji, zagadnieniem, które zajmie mi trochę czasu będzie toniczna aktywność wegetatywnego układu nerwowego. Drżę, nie mogąc się doczekać.

h1

Hej hej hej

styczeń 29, 2007

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Mówiła, że będzie jasne. Egzamin do przodu, matematyka do przodu. A ta radość… Nikt by się nie spodziewał aż takiego szczęścia chyba. Inna sprawa, że nie miało prawa być inaczej. Wszystko albo nic, a “nic” nikomu by nie podeszło, prawda? Przynajmniej nikomu rozsądnemu. Bo czemu “pocieszna, poczciwa dziewuszka” nie miałaby mieć powodów do radości?

Zaczyna się odliczanie do szóstego lutego. Wtedy nadejdzie ten dzień, kiedy fuks [znowu] będzie decydował. On zawsze ma głos najwyższej wagi. Przynajmniej w jej przypadku.

Dziewczyna usiądzie na swoim szczęśliwym miejscu w sali K, ze szczęśliwym kotkiem na szyi i szczęśliwym długopisem w ręce, wiszącym nad szczęśliwym blokiem listowym…

A propos bloku. Służy już tylko do pisania kolokwiów, a pomyśleć, że kupiony został w zupełnie innym celu. Zupełnie innym…

Czasy się zmieniają. Ale jedno jest pewne. Koty tracą futro. Włosy są wszędzie. Na chlebie, w chlebie, wśród notatek, na klawiaturze, w wannie, na stole, na ciuchach, na poduszce, w telefonie (!). Wszędzie. Kiedy to się skończy, na bogów? Pyta, a wie, że to dopiero się zaczęło…

h1

Hah

styczeń 23, 2007

Duma z niej bije na kilometr. Samiec zaliczył podstawy astronomii na czwórę z plusem. Cóż z tego, że ona sama prawie nic zwyczajnie nie umie na jutrzejszą matematykę? Będzie dobrze. Oby, cholera jasna. Póki co – czeka ją upojny wieczór z całkami i równaniami różniczkowymi.

A nastrój nijaki panuje. Zupełnie nie ma się czym pochwalić. Radość strzeliła sobie urlop, a smutkowi się nie chce gnębić. W każdym razie gdzieś ten boski entuzjazm ucieka, a trzeba go zatrzymać, bo jest bardzo potrzebny. Do tych wszystkich zaliczeń, kolokwiów i egzaminów, oczywiście. Pierwszy już za dwa dni. Cały problem polega na tym, że to samo nie da rady zawrócić, a samemu raczej trudno to zatrzymać. Tak, to była sugestia.

Warto przynajmniej spróbować zarazić się tym, co płynie z podskoków tych tancerzy/tancerek. Nic innego jej nie pozostaje raczej, bo na nic poza słuchaniem przy okazji nie ma czasu.

Wygląda też na to, że w tym momencie może być tylko… Chociaż nie, mogłoby być gorzej. Nie da się ukryć.

h1

Ach ach ach

styczeń 16, 2007

Wpada – inaczej niż zwykle – roześmiana do mieszkania. Kto by jej się dziwił… Przebiera się szybko, jak zawsze pochłania kilka sporych mandarynek i jest prawie zdolna do życia. Jeszcze niewielka dawka dość głośnej muzyki, na początku w miarę spokojnie, w końcu to tylko soundtrack z musicalu. Jedynego, jaki zobaczyła tak naprawdę. Także w tej kwestii nie ma czego żałować. Chociaż dźwięk był rozjechany, a jakość obrazu – powiedzmy- dostateczna. Od momentu jak go zobaczyła, wiedziała, że to jest coś, co trzeba zobaczyć na żywo. Wtedy dopiero musi budzić dreszcze.

Prawdą jest, że wkrótce postraszy sąsiada, który zapewne chciałby odespać nockę, czymś zupełnie innym. Hej, ale trzeba czasem poznać trochę dźwięków prosto ze Skandynawii. Już za chwilę kolega pozna, co to jest Finntroll. Jej zdaniem warto, jemu podobać się nie musi, co stwierdzone zostaje z zupełnie niewinnymi błyskami w jej niebieskich oczach.

To okropne. Ale zawsze łatwiej jej idzie nauka, gdy ma za sobą jakiś sukces, gdy coś jej wyjdzie. Wtedy zwyczajnie czuć, że warto. Choćby dla tej radości, która potrafi zagłuszyć nawet niechęć do kogoś, czy uczucie zimna w chłodnym parku. Może brzmi to wzniośle i nieodpowiednio, ale – cudowne uczucie. Jak wiesz, że wygrałaś.

Więc? Wróciła do domu i postanowiła wreszcie podzielić się swoim snem. Szkoda tylko, że jest tutaj praktycznie sama i nie ma komu tego opowiedzieć… Po coś tą sieć mamy, nie da się ukryć. Usiadła, by zacząć od razu.

Dwa dość, a nawet bardzo mocno powiązane wątki, jednak przemieszane w czasie. Trzeba je ułożyć logicznie, co też czyni.

Jest w jakimś teatrze, na scenie. Przynajmniej takie to sprawia wrażenie… Pomieszczenie może być zarówno wielką salą, w każdym razie większość ścian ginie w mroku, sufit także nie jest widoczny. Kolacja? Na pewno wieczór, kilka osób znajduje się w pokoju, jest ciepło. Niestety, dziewczyna – swoją drogą nie do końca jest pewna po przebudzeniu, czy to w ogóle była ona – nie zdąży przyjrzeć się tym ludziom, bo do domu wpadają jacyś obcy, krzycząc, że potrzebna jest pomoc, bo ich krewna rodzi. Żądają konia, by można było odnaleźć kogoś, kto zdoła jej pomóc, ale także zabierają stół, na którego nogach wyrzeźbiono końskie głowy. Pewnie to jakiś przesąd w tych stronach, ale przybijają go blatem do drewnianej ściany. Wychodzą. Tutaj następuje krótka przerwa, po której dziewczyna ni stąd ni z owąd znajduje się na ciemnej ulicy, wchodzi w jakieś blokowisko. Okropnie wieje, wszystkie okna toną w ciemności. Nie trzeba chyba mówić, że dziewczyna się boi. Słyszała plotki o stworach kręcących się w tej okolicy, dlatego przyspiesza kroku i niedługo później jest już w sklepiku kobiety, która najwyraźniej jest jej babcią. Krótkie powitanie, rozmowa. Kategoryczna odmowa powrotu do domu – nigdzie się nie wybiera, na zewnątrz jest absolutnie zbyt nieprzyjemnie. Widzi przez szybę jak w jednym oknie w którymś z budynków zaświecone zostaje światło, o parapet przednimi łapami opiera się doberman, po owym parapecie spaceruje rattlerek. Straszny huk, mały piesek ucieka, duży chwilę później, ktoś zatrzaskuje okiennice… Do witryny sklepowej nagle dobijają się jakieś kobiety, dziewczyna szybko zamyka drzwi… W niewyjaśniony sposób jednak jedna z nich znajduje się już w środku. Jest jedną z trzynastu sióstr kobiety, która rodzi. Potrzebują pomocy, jedzenia – tylko czemu tak dużo… Na dworze czai się coś złego, obce kobiety stawiają dziwne świece w oknie. Czternaście sztuk. Na każdej z nich widnieje jakaś litera, dziewczyna ma czas, by odczytać tylko kilka z nich układających się w słowo ‘fear’. Nie ukrywa, że wie, co to znaczy. Zaczyna się obawiać tego, co tu może się wydarzyć. Jednak Najstarsza z sióstr wciska jej w dłoń książkę, dość cienką. O czternastu czarownicach. Każda z nich ma mieć jakąś specjalną właściwość, dar, być może przekleństwo. Opis pierwszej, Najstarszej, mówi, że kobieta ma opiekować się wszystkimi mężczyznami o imieniu Mike, czy też kobietami, które się z kimś o tym imieniu związały? Pewne jest jedno – każdą z nich zranił, bądź zrani.

W tej chwili sen się urywa, bo dziewczynę ktoś budzi. A tak bardzo chciała przeczytać o nich wszystkich…

h1

Duma. Bez uprzedzeń.

styczeń 12, 2007

Nie można powiedzieć, że się nie cieszę. Powoli, powoli brnę do celu. Pracuję. Chociaż, może to zbyt duże słowo? A może powinnam powiedzieć, że robię zbyt wiele? Nie, nigdy nie robi się za dużo. Zawsze można załatwić jedną, czy dwie sprawy więcej, tylko pytanie brzmi, czy się przy okazji ktoś nie zamęczy. W końcu po co ryć do czwartej nad ranem, skoro później człowiek jest tak nieprzytomny, że nic z tego wysiłku nie ma? Strata czasu jak nic. Dlatego tak nie robię.

Szkoda tylko, że bredzę, jakby coś po mnie przejechało.

Ale chemia zaliczona. I póki co, to właśnie się liczy.

I’ve got two tickets to paradise,
Won’t you pack your bags, we’ll leave tonight[...]