Osiemnastoletni łodzianin oblał w Sieradzu egzamin na prawo jazdy, bo – jak twierdzi – nie chciał zabić psa, który wybiegł na jezdnię
Według relacji adepta, gwałtownie skręcił on w lewo, żeby ominąć zwierzę. Wtedy egzaminator kazał mu się zatrzymać, wytknął przekroczenie ciągłej linii i powiedział, że trzeba było przejechać psa – pisze “Dziennik Łódzki”.
Przeczytałam to i zamarłam. Dosłownie. Pełna informacja w serwisie Interia.pl
Wiem, należy podchodzić do tego ze sporą rezerwą. W końcu chłopakowi przypomniało się to dopiero teraz, jakby nie mógł od razu lecieć z tym gdziekolwiek, bo… Jeśli słowa egzaminowanego kłamstwem nie są, to winien mieć zaliczony egzamin, a egzaminator powinien oberwać. Jakoś. Gdzie szacunek do innego stworzenia? Gdzie troska o jego życie? Jak rzuciłam matką o szybę, bo przed samą maskę wyskoczył mi bażant [samiec, oczywście *wznosi spojrzenie ku powale* ], to nie miała nic przeciwko. Ba, cieszyła się, że nie skrzywdziłam biedactwa.
Ludzie, którzy dbają tylko o swoją dupę, ew. o ‘uczestników ruchu’, nie powinni mieć prawa jazdy. Bo sarna, pies, kot et cetera zasługują tak samo na uwagę na drodze. A nawet szczególnie, bo przestraszone mogą zrobić coś bardzo nierozsądnego.
Dziwi mnie nieco fakt, że wsłuchuję się w muzykę z Hair. Będzie trzeba to zobaczyć, koniecznie.




